Kraków wczoraj i dziś...
Bunkier Sztuki - miejsce, do którego z chęcią się wraca. Dookoła Planty. Spacerują ludzie, szumią drzewa i pojawia się często ta tajemnicza mgła nad Krakowem...
Tu można na chwilę przysiąść, pomyśleć, zadumać się... Mgła rozmywa kształty i konary drzew... To lubię...
Wiśniówka na Plantach smakuje najlepiej. Jest nadal mglisto i szaro...
Rano rowerkiem miło jest wyskoczyć gdzieś na śniadanko. Kraków to taki polski Paryż. Od rana kawiarnie szybko zapełniają się ludźmi.
Latem jedzenie w uroczych ogródkach to sama przyjemność. Czasem trudno tylko znaleźć wolne miejsce. Cafe Camelot serwuje najlepsze śniadania.
Antykwariaty i sklepiki ukryte pod dużą warstwą kurzu. Wyglądają jakby były nieczynne. Jednak ich życie trwa... Wystarczy zapukać...
Moja ukochana Bracka - można tam przesiedzieć cały dzień. Przechodzi tutaj wiele osób. To miejsce na wąziutkim chodniczku jest zupełnie paryskie.
Karafka i woda.
Kawa w Prowincji w samo południe. Na Brackiej nie trudno zobaczyć kogoś sławnego.
Obserwuję ludzi i czuję ten błogi spokój. Wszystko toczy się wolniej...
Kawka i ciasteczko - to lubię najbardziej. Kawa bez ciastka, tak nie smakuje i ciastko bez kawy również...
Mija czas, pora wracać, ale nigdzie daleko. Teraz do domku mam już bardzo blisko...
Kazimierz jest bardzo vintage i bardzo retro. Stare auta są tu jakby tłem. Bordowy miniaczek jest zawsze powodem do uśmiechu. Jak ja lubię to auto...
O francuski klimat, wystrój i smak zdecydowanie nie trudno. Cafe les Colours to iście paryski lokal.
Przerwa na sałatkę na starej uliczce i kolejny czas rozmowy, wspomnień i delektowania się smakiem, zapachem i czarem tego magicznego miasta.
Pozdrawiam z Krakowa, jakby wczoraj i jakby dziś.